Pizza jest jednym z tych dań na których myśl na mojej twarzy pojawia się szczery uśmiech i nie dlatego tylko, że ma boski smak i łechta w przecudowny sposób moje kubki smakowe, ale również dlatego, że kojarzy mi z najwspanialszym sylwestrem w moim życiu. Były to jeszcze te niezapomniane i błogie czasy liceum, kiedy to poziom moich zdolności kulinarnych nazwałam bym zerowym, jednak ta świadomość nie zniechęciła mnie do eksperymentowania. Uprzednio konsumując serię napojów wyskokowych, postanowiłam przejść do działania. Na początku szło mi całkiem dobrze, ale po wylaniu na podłogę całego sosu, zapchaniu ubikacji i spaleniu do granic możliwości głównego rarytasu wieczoru doszłam do głębokich refleksji. Zrozumiałam, że gotowanie w tak błogim stanie i stworzenie w nim jeszcze do tego czegoś zjadliwego nie ma racji bytu, przynajmniej w moim przypadku.
Nie wiem jak u was, ale u mnie zawsze po okresie zimowym z owłosieniem na mojej czaszce dzieje się coś dziwnego. Jedyne co mogło by to choć odrobinę zobrazować to porównanie do przetłuszczającej się i zmierzwionej do granic możliwości szczeciny, jak widać obraz jest dość abstrakcyjny. Chcąc moim włosom przywrócić upragniony stan pierwotny, szukałam dniami i nocami bez chwili wytchnienia tej idealnej mikstury, dzięki której ożyły by moje małe cebulki. I jest, jakiś czas temu nadszedł ten długo wyczekiwany dzień, kiedy odnalazłam skrzętnie skrywaną recepturę na idealną maseczkę do włosów, miód, jajko, olej i świat stał się piękniejszy.
Ludzie mają różne typy rąk wyróżniamy te które leczą, opadające, ze stali bądź waty. Mnie trafiły się ewidentnie te, które w magiczny sposób niszczą każdą kulturę bakterii, która istnieje w drożdżach albo chociażby chciała się w nich wykluć. Po setkach prób i raz po raz wyciąganych z piekarnikach świeżutkich zakalcach, straciłam nadzieję na lepsze jutro i postanowiłam choćby na święta zaprzestać walki z tą być może biologiczna klątwa.Niczym zesłany z niebios anioł przyszła mi z pomocą moja ciocia, padło na piaskową babkę cytrynową dzięki której wreszcie nie czułam wewnętrznej żenady, że do kolejny raz napchałam do wielkanocnego koszyka kupę surowego, niejadalnego gniota.
Przepis, który daje mi całkowitą pewność przepysznej szarlotki zawsze i wszędzie. Czego dowodem jest zniknięcie połowy blachy jeszcze przed wystygnięciem ciasta.
SKŁADNIKI:
- 3 kg jabłek (najlepiej Szara reneta)
CIASTO:
- 3 szklanki mąki
- 1/2 szklanki cukru pudru
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 cukier waniliowy
- 1 kostka margaryny
- 3 żółtka
- 1 jajko
- 3 łyżki oleju (może być więcej)
1 Jabłka obrać, pokroić w nieregularne kształty i dusić aż do miękkość na małym ogniu podlewając niewielką ilością wody. Na koniec dodać do smaku cukru i cynamonu.
2 Wszystkie składniki na ciasto wsypać do miski i ugnieść na zwartą masę.
3 Wyrobione ciasto podzielić na 2 części. Pierwsza ma stanowić 1/3 masy (będzie to wierzch ciasta), zaś druga 2/3 (będzie to spód). Podzielone ciasto zawinąć w folię i wsadzić do zamrażalnika na godzinę.
4 Po godzinie wyjąć ciastko z zamrażalnika. Zaczynamy od większej części i zcieramy ją na grubych oczkach na tarce tak, aby ciasto pokryło całą powierzchnię blachy. Następnie nakładamy uduszone jabłka, a na nie trzemy pozostałą część ciasta.
5 Wstawiamy do piekarnika i pieczemy przez ok. 4o minut w temperaturze 180 stopni.
W tym miesiącu królowali polska autorka, a mianowicie Beata Pawlikowska w której ostatnimi czasy się całkowicie zakochałam i zapragnęłam zostać podróżnikiem.
1 "W pewnym miasteczku" Tomasz Hardy
Niezwykła powieść, a właściwie długie opowiadanie, którego historia toczy się w portowym angielskim miasteczku. Główny bohater ma rozdarte serce między dwoma kobietami, a mianowicie między swoją żoną, która na każdym kroku pokazuje mu swoją nienawiść i pogardę związaną z jego niższą klasą (właściwie nie rozumiem dlaczego za niego wychodziła skoro wzbudza niej takie emocje), a swoją dawną miłością przepiękną Lucy. Historia pokazuje jak nietrafione wybory czynione wbrew głośnemu wołaniu serca oraz bezsensowne unoszenie się dumą mogą pokierować losem i unieszczęśliwić nawet do ostatnich dni życia.
2 "Blondynka śpiewa w Ukujali" Beata Pawlikowska
Książka, która niezliczonymi historiami rodem z powieści przygodowych rozbawiła mnie do łez. Autorka tego cudu jest tym razem w Peru i ukazuje jednocześnie piękno tego miejsca, jak i destrukcyjną naturę ludzi, którzy opętani żądzą pieniędzy i władzy potrafią zniszczyć nawet najbardziej odległy zakątek świata. Jeśli ktoś jest ciekawy jak wyglądały pierwsze podboje największej rzeki na świecie, spotkania twarzą w twarz ze słynnymi amazonkami oraz jaki niesamowity wpływ na przestrzeni wieków miał kauczuk oraz jego sztucznie produkowany zamiennik na współczesny świat to ta książka jest zdecydowanie dla niego.
3 "Blondynka w Tybecie" Beata Pawlikowska
90 stron o fascynującym kraju w którym wszystko co jest możliwe jest tworzone z jaka. Tybet bo to właśnie o nim jest mowa to najbardziej mistyczne i wypełnione religią miejsce na świecie, w którym nawet herbata nie jest oczywistym napojem. Beata Pawlikowska w pigułce ukazuje sens buddyzmu, opowiada historię dlaczego Dalajlama nazywa się Dalajlamą, przedstawia tajniki reinkarnacji oraz szczęśliwego życia przed jak również po śmierci.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






CZEŚĆ.
TU ALA.